Lipcowe parady degeneratów.
Po wydarzeniach w Duisburgu, tak zwane „Parady Miłości” nie będą kontynuowane - oświadczył organizator Rainer Schaller. 24 lipca doszło do tragedii. Ludzie podczas tej „imprezy techno” zaczęli się tratować, nie żyje co najmniej 19 osób. Prócz tego liczba rannych sięga stu osób. Tym samym wreszcie prysnął mit „Parady Miłości”, która tak naprawdę powinna być nazwana „Paradą Degeneracji”. Setki tysięcy uczestniczących w niej ludzi to doskonała fucha dla licznych handlarzy narkotykami. Wystarczy chociaż trochę znać realia panujące na świecie by wiedzieć, że bardzo znaczna część (zaryzykowałbym stwierdzenie – większość) do zabawy przy techno używa narkotyków, najczęściej w postaci amfetaminy i tabletek. Mimo to – uczestnicy nie są stawiani choćby na równi z „prawicowymi bandytami”. Bo oni są tacy kolorowi, wyzwoleni i nowocześni. Jak rewolucja w 1968 roku nakazała…
Na „Love Parade” panuje również kompletne „rozluźnienie seksualne”. Ludzie będący fanami MTV, elementy pokroju Kuby Wojewódzkiego są zachwyceni – masa rozebranych ludzi, seksu uprawianego w krzakach bądź w „toy toyu”. Na platformach oczywiście wielu homoseksualistów, dla których „Parada Miłości” jest siostrą „Parady Równości”. Całujący się faceci, transwestyci czy inni zboczeńcy są normalką na „Love Parade”. Oni oraz narkotyki masowo tam zażywane tworzą obraz „wolności” o jaką walczą lewacy bądź liberałowie. „Każdy może robić to co chce, bez hamulców” – parada dewiacji jest tego efektem i wyznacza pewien smutny kierunek zmiany obyczajowości dla państw Europy. Na szczęście w nieszczęściu – to już chyba koniec tych spędów… Przynajmniej pod tą nazwą, bo w rozejście się po kościach nie wierzę.
Pozostaje jeszcze „Parada Równości”. Niewiele różni się ona od swojej niemieckiej siostry. Platformy z muzyką techno, przebrani za kobiety „faceci” i seksualna rozpusta. Resztki przyzwoitości jakie udało się zachować w XXI wieku, tutaj upadają doszczętnie. Patrząc na zboczeńców usytuowanych na platformach i jadących ulicami Warszawy moje młode oko wypatrzyło wielu z oczami jak pięciozłotówki… Zresztą przy uczestnikach znaleziono 3 gramy amfetaminy – ilu nie znaleziono? Pewnie wielu. Mimo to – zainteresowanie patologią wśród homoseksualistów było w mediach… żadne. Woleli szukać sensacji z „nacjonalistycznym odchyleniem”. Tak jak przed 1989 szukano oszołomów wśród przeciwników pochodów pierwszomajowych.
Dziwak, „coś” z męskimi narządami i w sukience, naćpany białym proszkiem jest stawiany jako wzór wolności. Symbol postępu. Coś do czego niby zacofana Polska ma dążyć. W „Szkle kontaktowym” oraz „Gazecie Wyborczej” nie dostrzeżono absurdu takiego rozumowania. Zamiast tego woleli pisać o ciemnogrodzie i patologii nielicznych młodych (i nie tylko) osób, które przyszły przeciwstawić się homo propagandzie. Mimo niemal pewnych kłopotów, jakie na tych ludzi spłyną – bo taką właśnie mamy demokrację. Dla wybranych i zboczeńców, na normalność i jej obronę nie ma tu miejsca.
Ł.
| « poprzednia | następna » |
|---|


































